Grzegorz Wiśniewski

 

OZE wobec kryzysu

 

Spadek zapotrzebowania na energię w relacji pierwszych kwartałów 2020/2019, ocenia się dziś na ok. 20 proc. Zmienił się też profil jej zużycia. Ale są to zjawiska normalne w takiej sytuacji, jak obecnie. Poza tym nadal OZE są w lepszej sytuacji, niż energetyka oparta na paliwach. Wstrzymana produkcja przemysłowa, obniżenie zapotrzebowania na energię i powstanie jej nadwyżek, spadek cen surowców takich jak węgiel, gaz czy ropa naftowa – to tylko niektóre z anomalii rynkowych wywołanych w ostatnich tygodniach przez pandemię koronawirusa.

W rezultacie spadają koszty produkcji energii, co jednak wcale nie oznacza, że funkcjonowania energetyki węglowej jest bardziej opłacalne, ponieważ sektor ten ma bardzo wysokie koszty stałe. Poza tym źródła wiatrowe i słoneczne są rozproszone, pracują bezsobsługowo, nie wymagają dużych skupisk pracowników i sprawdzają się przy restrykcyjnej zasadzie #zostańwdomu. To powoduje, że dopiero w takich jak obecnie sytuacjach kryzysowych widać, że tradycyjna energetyka jest o wiele bardziej wrażliwa, niż zielona energia produkowana z OZE. I dlatego to właśnie w energetykę odnawialną i rozproszoną warto dziś inwestować.

Traktujmy obecną sytuację jako przejściową. Nie możemy opóźniać inwestycji. Mamy teraz czas, który powinniśmy wykorzystać na rozwój rodzimej produkcji urządzeń dla energetyki odnawialnej, szczególnie dla fotowoltaiki, w której dość mocno uzależniliśmy się od zagranicznych dostawców. Tymczasem mamy pięć prężnych polskich firm produkujących moduły fotowoltaiczne, trzy firmy produkujące konstrukcje wsporcze dla PV. Możemy wykorzystać ten czas na zwiększenie inwestycji, a w rezultacie na obniżenie w przyszłości kosztów technologii OZE i cen pochodzącej z niej energii.

Skoncentrujmy uwagę na sytuacji firm, które wygrały aukcje w grudniu 2018 roku.  Firmy te mają czas do listopada 2020 roku, aby zgodnie z założeniem w tym roku (nawet jak „Tarcza Antykryzysowa” dała im możliwość realizacji tak potrzebnych inwestycji z dwunastomiesięcznym poślizgiem). Chodzi tu o ponad 500 megawatów mocy małych farm fotowoltaicznych o mocach poniżej 1 MW które powinny być przyłączone do sieci i zacząć sprzedawać energię przed grudniem br. Nasze państwo powinno zrobić wszystko, aby ani o jeden dzień, ani o jedną zbędną procedurę biurokratyczną nie spowalniać procesu realizacji inwestycji przez firmy instalacyjne. Warto też zwrócić uwagę, że ze względu na opóźnienia w dostawach komponentów spowodowanych spadkiem produkcji modułów fotowoltaicznych na świecie, pojawia się szansa na podjęcie ich produkcji w kraju.

Na podstawie opublikowanych przez Polskie Siecie Elektroenergetyczne (PSE) danych nt. mocy zainstalowaną we wszystkich rodzajach instalacji fotowoltaicznych łącznie można zaobserwować jak prężnie rozwija się polski rynek fotowoltaika. Zaledwie pół roku temu moc zainstalowana w instalacjach fotowoltaicznych przekroczyła znamienną granicę 1 000 MW i dołączyła do klubu gigawatowych technologii wytwarzania energii elektrycznej. Obecnie, na dzień 1 marca 2020 roku, moc zainstalowana w fotowoltaice wynosi już 1 600 MW, co oznacza około 60 % wzrost w ciągu pół roku oraz prawie dwukrotne zwiększenie mocy w stosunku do marca 2019.

Dzisiaj ok. 75 proc. światowej produkcji urządzeń dla fotowoltaiki jest w Chinach. I teraz reszta świata – w tym także Polska, z obecnymi przyrostami mocy rzędu 1-2 GW rocznie – ma z tym problem. W UE są instrumenty, dzięki którym możemy rozwinąć przemysł zielonych technologii, a w konsekwencji – nie być całkowicie zależni od Chin. W ramach pakietu antykryzysowego na samą energetykę może przypaść od 5 do 10 mld zł. Środki te powinny zasilić inwestycje w źródła odnawialne, a nie w paliwa kopalne. Jeżeli UE zamierza rozwijać fotowoltaikę i energetykę wiatrową, to mamy jednak szansę, uwzględniając Zielony Ład i programy stymulujące, wrócić do produkcji na znacznie większą skalę nowoczesnych ogniw o modułów fotowoltaicznych – zarówno w Polsce, jak i w UE.

Nadszedł czas rozwoju europejskiego przemysłu fotowoltaicznego. Organizacje europejskiego biznesu, w tym np. niemieckie stowarzyszenie przemysłu maszynowego VDMA, wzywają do uruchomienia w UE produkcji opartych na nowych technologiach ogniw i modułów o dużych wydajnościach – rzędu 5-10 GW. Chodzi o kilka fabryk zbudowanych – zdaniem Niemców – najpierw na granicy francusko-niemieckiej i polsko-niemieckiej, co stwarzałoby też okazję do politycznego ożywienia Trójkąta Weimarskiego. Wnoszą oni, słusznie, o dofinansowanie tej inicjatywy ze środków z Europejskiego Zielonego Ładu.

Warto użyć funduszy europejskich do stymulacji gospodarki po kryzysie wywołanym przez pandemię w połączeniu z instrumentami ochrony rynku europejskiego. Do tego należałoby  podejść na poziomie europejskim, przy wsparciu krajów członkowskich. Czynnikiem sprzyjającym tej koncepcji jest fakt, że Niemcy – światowa potęga przemysłowa nastawiona na zielone technologie –   przejmują przewodnictwo w UE.
Mamy zatem tylko parę miesięcy na to aby wychodząc z pandemii przymierzyć się do strategicznego planowania produkcji na dużą skalę modułów, ale też ogniw fotowoltaicznych na terenie Polski, na terenie Europy. Przy poprzednim kryzysie, 10 lat temu, przez brak wyobraźni doprowadziliśmy do ucieczki przemysłu innowacyjnego poza granice Polski i Europy.

Leave Comment

Your email address will not be published. Required fields are marked *

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

clear formSubmit